Słońce grzało mnie w grzbiet, kiedy skradałam się w kierunku myszy. Gryzoń lekko ruszał wąsikami, jedząc jakieś okruszki, które zostawili ludzie po swojej ostatniej wizycie na łonie natury. Wolno łapa za łapą zbliżałam się coraz bliżej celu. Byłam jak duch, niewidoczna w trawie i bezszelestnie sunąca w kierunku swojej ofiary. Mysz jakby wyczuwając moje myśli, stanęła na tylnych łapkach i zaczęła się rozglądać. Znieruchomiałam. Najmniejszy mój ruch i stracę zdobycz. Ja nie popełniam takich błędów. Gryzoń upewnił się, że nic mu nie grozi i wrócił do przerwanej uczty. Jeszcze tylko dwa kroki, lekki ruch czubka ogona i skok. Przez chwilę byłam w powietrzu, lekka niczym piórko, a w następnej zaciskałam pazury na małym ciałku. Sam skok i pazury nie zabiły myszy, która zaczęła rzucać się w panice. Ugryzłam ją, łamiąc tym samym jej kark i zabijając ją. Zadowolona zjadłam mięso ze smakiem, zostawiając łapki i ogon. Oblizałam się i wyczyściłam pazury z krwi, zaczynając od prawej łapy. Po skończonej toalecie ruszyłam dalej. Szłam przed siebie bez celu. Nie miałam terytorium, ani nie znałam nikogo w okolicy. Postanowiłam jak najszybciej wynosić się z tego terenu. Możliwe iż właścicielowi nie spodoba się, że poluję na jego zdobycz, a nie miałam ochoty na krwawą bijatykę (taa ... to dziwne, ale nie miałam dzisiaj nastroju do trzepania tyłków). Promienie słoneczne przebijające się przez korony drzew malowały na ziemi cudowne wzory. Plamy światła i cienia, na które nikt nie zwraca uwagi, mimo iż wyglądają zjawiskowo, gdyby się bliżej przyjrzeć. Teraz przemykałam cieniami, niczym biało - czarny duch. Nagle kątem oka dostrzegłam nikły ruch po swojej lewej stronie. Odwróciłam się w tamtym kierunku, jednocześnie spinając mięśnie do skoku w razie gdyby obcy okazał się wrogo nastawiony. Senny nastrój prysły niczym bańka mydlana. Mogłam sobie kpić z kocurów i bić się z nimi jak równy z równym, ale nadal pozostawałam mniejsza i chudsza. Powiększonymi źrenicami obserwowałam kota. Na razie była to tylko kocia sylwetka, znajdująca się na krawędzi światła i cienia, przez co nie mogłam dostrzec jak ubarwiony jest przybysz. Kot powoli zbliżał się w moją stronę, nieświadomy mojej obecności. Odrobinę się uspokoiłam. W końcu możliwe, że nie będzie nastawiony wrogo ... Zaśmiałam się ze swojej naiwności. Bez ryzyka nie ma zabawy. Pomyślałam i wstałam z trawy, prostując łapy. Teraz kot mnie dojrzał, widziałam jak się zatrzymuje. Ja nie zamierzałam unikać konfliktu lub może nowej znajomości. Nigdy nic nie wiadomo. Zaczęłam podchodzić bliżej, aż znalazłam się tuż przed kotem. Odchrząknęłam (dawno nie odzywałam się do innego kota).
- Yhm ... Cześć. - zabrzmiało to jakoś drętwo i nijako. Nie wiedziałam jak zareaguje tamten, więc puki co wolałam zachowywać się neutralnie ... Gdyby jednak postanowił zaatakować, na długo w pamięć zapadła by mu kotka o dwukolorowych oczach i bardzo ostrych pazurach.
<Ktoś? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz